Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kitchen hack. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kitchen hack. Pokaż wszystkie posty

1 stycznia 2021

Proste i pyszne ciasto z suszu wigilijnego

W okresach wszelkich celebracji zwykle gotujemy więcej niż normalnie. Zwykle gotujemy za dużo. Choć ostatnio ta tendencja na szczęście zaczyna się zmieniać - coraz częściej zwracamy uwagę na to, żeby nie marnować jedzenia. Zamiast dwunastu potraw przygotowujemy cztery. Co się da zjeść, zjadamy, resztę mrozimy, żeby nie wyrzucać. Czasem jednak w koszu lądują rzeczy, które bez zastanowienia uznajemy za odpadki - warzywa z barszczu (bo przecież musi być klarowny) czy owoce z kompotu. Tymczasem z tych "odpadków" można zrobić pełnoprawne, pyszne dania. Warzywa można zmielić i przygotować z nich pasztet (na przykład taki, tylko zamiast pieczonych buraków wykorzystamy w nim gotowane, wraz z pozostałymi warzywami z barszczu). Z suszu natomiast można wyczarować obłędne ciasto. Tak bardzo obłędne, że skłoniło mnie do dodania przepisu na blog po raz pierwszy od września 2016. Oto i on.


Spód

Spód można przygotować z dowolnego ciasta kruchego (kolekcję kilku takich przepisów zgromadziłam tutaj). Ja tym razem zdecydowałam się na ciasto na bazie mąki z amarantusa, bo ma niesamowitą konsystencję - jest giętkie i elastyczne w środku, a na zewnątrz chrupiące. Poza tym pięknie pachnie i ma bardzo ciekawy smak.

Składniki

1,5 szklanki mąki z amarantusa
1,5 szklanki mąki gryczanej
1 jajko od szczęśliwej kury lub 3 łyżki mielonego siemienia lnianego rozrobione w 1/2 szklanki wrzątku
1/3 szklanki oleju
zimna woda
szczypta soli

Wykonanie

1. Mieszam wszystkie suche składniki.
2. Dodaję olej i jajko/siemię lniane. Zagniatam.
3. Dodaję odrobinę wody. Dolewam aż ciasto będzie miało odpowiednią konsystencję - powinno być zwarte, ale nie kleić się do ręki.
4. Połowę wykładam na blaszkę do tarty i zapiekam przez 15 minut w temperaturze 180 stopni. Drugą połowę mrożę na kolejny raz.

W czasie, gdy ciasto się zapieka, przygotowuję farsz.

Składniki

Susz wigilijny wyciągnięty z kompotu (u mnie były to dwie tacki mieszanych wędzonych owoców - śliwek, jabłek i gruszek)
1,5 szklanki mielonego maku
1/2 szklanki mleka kokosowego
1 duża łyżka miodu lub 3 łyżki syropu klonowego
1 łyżka aromatu pomarańczowego lub otarta skórka z 1/2 sparzonej pomarańczy
1 szklanka orzechów włoskich

Wykonanie

1. Wrzucam wszystkie składniki oprócz orzechów do malaksera i mielę na w miarę jednolitą masę.
2. Po zmieleniu dodaję połamane orzechy włoskie.
3. Wylewam masę na zapieczone ciasto i wstawiam do piekarnika na jeszcze 15 minut (temperatura bez zmian, 180 stopni).

Podaję z dodatkiem owoców (świeżych lub liofilizowanych), bakalii, a dla lubiących słodsze desery z odrobiną syropu klonowego.

Kitchen hack #24

Do kompotu z suszu lubię dodawać korzenne przyprawy - cynamon, kardamon i imbir. Dzięki temu ma głębszy smak i lekko rozgrzewa. Aby rozgrzewał mocniej, można po przestudzeniu dodać do niego porcję rumu - ich smaki i aromaty idealnie się ze sobą komponują.







6 stycznia 2015

Sernik kajmakowy (bezglutenowy)

Obiecywałam w przedostatnim poście, że wkrótce nastąpi fala przepisów na serniki - a właściwie mała falka, bo przepisy będą dwa ;). Pierwszy z nich to mój najulubieńszy z najulubieńszych sernik kajmakowy.

A teraz sekret szefa kuchni: kajmak kocha sól! Podobnie zresztą, jak karmel, z czego już dawno zdali sobie sprawę producenci rozmaitych batoników. Dlatego w moim przepisie orzechy na wierzchu ciasta są solone. Polecam takie rozwiązanie - niesamowicie podkreśla słodycz polewy. Jeśli ktoś nie jest przekonany, można solonymi orzeszkami posypać mały kawałek ciasta, tak na próbę :)

Sernik kajmakowy (bezglutenowy)


Kitchen hack # 23 - pieczenie sernika

Serniki najlepiej piecze się w kąpieli wodnej - dzięki temu mniej pękają i są po upieczeniu bardziej soczyste. Jak to zrobić? Można na przykład formę z ciastem włożyć do większej formy wypełnionej gorącą wodą, lub postawić naczynie żaroodporne z wodą na dnie piekarnika. Warto wstawić je chwilę wcześniej, żeby w momencie włożenia ciasta do piekarnika panowała już w nim odpowiednio parna atmosfera ;)


Sernik kajmakowy (bezglutenowy)
 
Składniki

Na spód:
400 g orzechów ziemnych prażonych bez soli (mogą też być pół na pół solone z niesolonymi)
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1/2 kostki masła

Na masę:
1 kg twarogu sernikowego
5 łyżek mąki ziemniaczanej (lub dwa budynie waniliowe)
4 jajka
300 g masy kajmakowej

Na polewę:
200 g masy kajmakowej
po pół szklanki solonych i niesolonych nerkowców (lub orzechów ziemnych)
 
Wykonanie
 
1. Orzechy na spód mielę w blenderze. 2. Roztapiam masło. Po zdjęciu z ognia dodaję do niego orzechy i mąkę kukurydzianą. Mieszam wszystko dokładnie, wykładam masę na blaszkę, lekko dogniatam i piekę około 15 minut w temperaturze 180 stopni (aż spód się lekko zarumieni). Odstawiam na chwilę do wystygnięcia. 3. Miksuję na gładką masę ser z dodatkiem jajek, masy kajmakowej i mąki. Jeśli masa jest dla kogoś za mało słodka, można dodać na tym etapie nieco cukru pudru. Dla mnie jest w sam raz :). 4. Wylewam masę serową na orzechowy spód. 5. Piekę 90 minut w temperaturze 180 stopni i odstawiam sernik do wystudzenia. 6. Resztę masy kajmakowej podgrzewam w kąpieli wodnej około 15 minut, aż zrobi się w miarę płynna. Rozprowadzam ją po wierzchu ciasta.
7. Rozdrabniam nerkowce (niezbyt drobno) i posypuję polewę. Lekko dociskam i odstawiam do wystudzenia.

Sernik kajmakowy (bezglutenowy)


2 grudnia 2014

Karmelizowane gruszki w tymiankowym sosie toffi

Karmelizowane gruszki w tymiankowym sosie toffi

Hm... Trudno się oprzeć wrażeniu, że ostatnio blog Simply Vege staje się... coraz słodszy. Częściowo wynika to z tego, że ostatni czas obfitował w sprzyjające słodkościom okazje. Drugi powód jest taki, że - nie oszukujmy się - mniej słońca = mniej dopaminy = albo depresja, albo kompensacja. Ja osobiście wybieram to drugie ;). Jeśli zaś narzędziem kompensacji mają być słodycze (bo przecież nie można im odmówić skuteczności w tej kwestii), to chyba lepiej, żeby były domowej roboty, niż jakieś chemiczne ze sklepu, prawda?

Moja propozycja na dziś to karmelizowane gruszki w tymiankowym sosie toffi. Po pierwsze nie rozumiem, dlaczego gruszki i karmel nie występują w naturze razem, bo zdecydowanie zostały stworzone jako elementy komplementarne. Po drugie o ile tymianek może się na pierwszy rzut oka kojarzyć raczej z daniami na ostro, o tyle jednak gorąco zachęcam do wykorzystywania go w deserach - szczególnie tych na bazie karmelu lub miodu. Cudownie przełamuje słodycz i nadaje deserowi minimalnie wytrawnego charakteru. Na marginesie, moje toffi jest w wersji light, bo robiłam je na mleku zagęszczonym, a wszak można i na śmietance 36%.

Deser może i sprawia wrażenie dość wykwintnego, ale w rzeczywistości jest banalny w przygotowaniu i bardzo tani. Taka odrobina luksusu, na którą można sobie pozwolić na co dzień :)

O karmelu pisałam już w tym przepisie, była to jednak wersja "dla początkujących", to znaczy z dodatkiem wody. Dziś karmel w postaci klasycznej, która tak naprawdę wcale nie jest bardziej skomplikowana, a w dodatku jest nieco szybsza.

Karmelizowane gruszki w tymiankowym sosie toffi
Zanim przejdę do przepisu, mam dla Was pewne wskazówki.

Kitchen hack # 21 - karmel

Podczas robienia karmelu bez dodatku wody trzeba pamiętać o kilku prostych zasadach. Po pierwsze cukier powinien być równomiernie rozłożony na powierzchni patelni. Po drugie nie mieszamy karmelu, bo w kontakcie z zimną łyżką zacznie się krystalizować. Jeśli cukier rozpuszcza się nierównomiernie, lepiej poruszać patelnią, niż mieszać karmel łyżką. Po trzecie stawiamy patelnię na największym palniku, ale gaz lub temperaturę ustawiamy na minimum. W ten sposób patelnia będzie się podgrzewać równomiernie, a cukier się nie przypali.

Ach, jeszcze jedno! Uprzedzałam już o tym kiedyś, ale ostrożności nigdy za dużo. Niech Was licho nie podkusi, żeby oblizać łyżkę, którą mieszaliście karmel, bo Wam język wyparuje ;). Cukier karmelizuje się w temperaturze wyższej niż 150 stopni. To tak, jakby chcieć polizać piekarnik ;)

Kitchen hack # 22 - toffi

Karmel krystalizuje się przy jakimkolwiek kontakcie z czymś chłodniejszym, ale żeby z karmelu zrobić toffi, trzeba do niego dodać mleko. Niestety nie wystarczy zagotowanie mleka, ponieważ i tak będzie chłodniejsze od karmelizującego się cukru (patrz wyżej). Co prawda kryształki można rozpuścić, odpowiednio długo gotując masę, ale komu by się chciało stać pół godziny nad patelnią i cały czas mieszać? Poza tym może się to to przypalić. Co w takim razie zrobić? Sztuczka jest bardzo prosta: przed dodaniem mleka dodajemy do gorącego karmelu łyżkę masła i dokładnie mieszamy. I sprawa załatwiona :)

Karmelizowane gruszki w tymiankowym sosie toffi

Składniki (na dwie porcje)

1 gruszka
4 łyżki cukru
1/4 szklanki mleka zagęszczonego (niesłodzonego)
1 łyżka masła
7-8 goździków
kilka gałązek świeżego tymianku

Wykonanie

1. Cukier rozsypuję równomiernie na patelni i wstawiam na największy palnik. Ustawiam minimalny płomień (lub temperaturę grzania) i zostawiam.
2. Gruszkę obieram, kroję w ćwiartki i wycinam gniazda nasienne.
3. Zagotowuję mleko.
4. Kiedy cukier się skarmelizuje (zmienia wtedy kolor na złocisty brąz i kipi), wrzucam do niego goździki i kilka listków tymianku. Następnie układam na patelni gruszki i obsmażam je w karmelu po 2-3 minuty z każdej strony.
5. Przekładam gruszki na talerz a do karmelu dodaję łyżkę masła i dokładnie mieszam (najlepiej drewnianą łyżką).
6. Dolewam mleko, mieszam dokładnie i gotuję jeszcze minutę-dwie, żeby sos toffi lekko zgęstniał.
7. Polewam gruszki sosem, dekoruję świeżym tymiankiem i rozpływam się ze szczęścia :)

9 listopada 2014

Placki kabaczkowo-ziemniaczane

Smak placków ziemniaczanych to jedno z moich najsilniejszych wspomnień kulinarnych z dzieciństwa. Oczywiście placki smażyły babcie, smażyli je również moi rodzice. Ale oprócz tego byłam dość regularnym gościem mieszczącej się niedaleko babcinego domu plackarni. Do dziś pamiętam, jaka byłam z siebie dumna, bo wszystkie dzieci jadły placki z cukrem, a ja najzupełniej po dorosłemu zamawiałam wariant ze śmietaną.

Dziś nie sięgam po placki tak często, jak wtedy. A bo to za dużo roboty, a bo to za tłuste, a bo to jeszcze jakaś inna wymówka. Ale tak naprawdę, muszę to przyznać sama przed sobą, dla chcącego nic trudnego: robotę przecież robi robot, a placki zawsze można upiec, zamiast je smażyć (nie wspominając o tym, że w razie gdyby placki same w sobie zaczęły się komuś nudzić, to po upieczeniu można z nich zrobić na przykład wyśmienitą roladę).

Dziś zapraszam na placki w wersji nieco zmodyfikowanej, to jest na bazie kabaczka. Świetnie komponują się z ajwarem. Całkiem niezły ajwar (w dodatku bez konserwantów) można dziś bez większego problemu kupić, ale jeśli ktoś ma ochotę zrobić go sobie sam, to przepis znajdzie tutaj.

Kitchen hack # 20 - żeby placki nie wystygły

Z plackami, naleśnikami, racuchami i innymi tego typu smakołykami zawsze jest ten problem, że zanim się  usmaży ostatnią partię, to pierwsza zdąży wystygnąć. Żeby tego uniknąć, wystarczy rozgrzać piekarnik do temperatury około 100 stopni i wyłączyć. Kolejne partie usmażonych placków przekładamy wtedy do naczynia żaroodpornego z pokrywką i wstawiamy do ciepłego piekarnika.


Placki kabaczkowo-ziemniaczane
Składniki

Ok. 1,5 kg kabaczka
4 duże ziemniaki
3 cebule
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
3 jajka
sól do smaku
olej rzepakowy do smażenia

Wykonanie

1. Kabaczek obieram, wydrążam gniazdo nasienne i trę miąższ na tarce o drobnych oczkach (niektórzy wolą zupełnie rozdrobnione warzywa do placków, ale ja preferuję takie niteczki; dzięki nim warzywa nie wypuszczają tyle wody i zachowują swoją naturalną konsystencję).
2. Ziemniaki obieram i również trę na tarce.
3. Cebulę trę na najdrobniejszej tarce.
4. Mieszam starte warzywa i odsączam z nich nadmiar wody. Dodaję do masy mąkę i jajka.
5. Smażę placki do zarumienienia na niewielkiej ilości oleju rzepakowego.

Jeśli placki mają być pieczone, nieco dokładniej odciskam z nich wodę i dodaję do masy 3-4 łyżki oleju rzepakowego. Następnie wykładam masę na papier do pieczenia i piekę 20 minut  w temperaturze 180 stopni.


Placki kabaczkowo-ziemniaczane
Placki kabaczkowo-ziemniaczane


22 sierpnia 2014

Kaszka kukurydziana z owocami i orzechami

Kaszka kukurydziana nie należy do najczęściej stosowanych składników w polskiej kuchni, a szkoda, bo ma wiele zalet. Ma łagodny, neutralny smak, co sprawia, że stanowi dobrą bazę zarówno do dań na słodko, jak i na ostro. Jej przygotowanie zajmuje dosłownie chwilę, więc jest dobrym rozwiązaniem dla zabieganych. Do tego słynie ze swoich bogatych właściwości odżywczych. Przy okazji jest lekkostrawna i pomaga ukoić cierpiący na przykład wskutek stresu żołądek.

Do mnie kaszka kukurydziana dość często uśmiecha się ze stołu w porze śniadaniowej - szczególnie w chłodniejsze dni, kiedy mam ochotę na coś na ciepło. Sposobów na jej przyrządzenie są pewnie tysiące i jedyny ograniczeniem jest wyobraźnia gotującego. Poniżej podaję jeden z moich ulubionych - z wykorzystaniem sezonowych owoców.


Na marginesie - 1 łyżka suchej kaszki kukurydzianej, czyli tyle, ile potrzeba na 1 porcję w tym przepisie, to niewiele ponad 50 kcal. Więc nie taka kasza straszna :)
Kaszka kukurydziana z owocami i orzechami
Składniki (na 1 porcję)

1/2 szklanki wody
1 czubata łyżka kaszki kukurydzianej
1/2 brzoskwini
po 1 łyżce migdałów, nerkowców i orzechów włoskich
po 1/3 szklanki jagód i borówek amerykańskich
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka miodu gryczanego (w wersji wegańskiej zastępuję syropem klonowym)

Wykonanie

1. Zagotowuję wodę i do wrzątku dodaję kaszkę. Gotuję około 5 minut na małym ogniu, cały czas mieszając. Po zdjęciu z ognia dodaję ekstrakt z wanilii i jeszcze raz mieszam.
2. Brzoskwinię kroję w kostkę i układam na dnie miseczki. Na wierzch wykładam kolejno: kaszkę kukurydzianą, orzechy i borówki z jagodami.
3. Dodaję miód lub syrop klonowy i natychmiast podaję.

Kitchen hack # 19 - mieszanka przypraw do kawy i nie tylko


Jeśli ktoś woli bardziej korzenne smaki, można zastąpić ekstrakt z wanilii (albo go uzupełnić) mieszanką cynamonu, kardamonu i gałki muszkatołowej w proporcjach 4:2:1. Jest to też doskonała przyprawa do kawy, która nie tylko "podkręca" jej smak i aromat, ale i sprawia, że kawa ma zdecydowanie silniejsze działanie pobudzające, a przy tym lekko rozgrzewające. Sprawdzone i działa! :)

16 sierpnia 2014

Tarta z kremem jogurtowo-budyniowym z morelami i borówkami

Obiecywałam kilka dni temu, że zamieszczę jeszcze kilka przepisów na tarty. Oto jeden z nich - tym razem na słodko. A wszystko dlatego, że sezon urodzinowo-imprezowo-odwiedzinowy w pełni - no i znów te dylematy bezglutenowca związane z siedzeniem nad pustym talerzykiem, gdy wszyscy wokół ze smakiem coś zajadają. I nie żeby bardzo kusiło to słodkie (w końcu nie po to człowiek wylewa siódme poty na treningach, żeby potem napychać brzuch ciastami), tylko to jakoś towarzysko jest niewygodne. No więc się coś ze sobą zabiera, a jak się zabiera, to dla wszystkich przecież, a nie dla siebie samego. I już przy tym założeniu bardziej się opłaca zrobić tartę, niż kupować w specjalistycznym sklepie na przykład 8 czekoladowych ciasteczek za jedyne 16 złotych. Tarta jest o tyle wdzięczna, że można ją wypełnić, czym się chce, a że ciągle jeszcze stragany uginają się od najróżniejszych owoców, to szkoda nie skorzystać :).

Kitchen hack # 18 - krem budyniowy

Jedną z najważniejszych zasad, o których trzeba pamiętać, jeśli nie chcemy, żeby krem budyniowy się zwarzył (a przecież nie chcemy, prawda?), jest to, że wszystkie składniki kremu muszą mieć temperaturę pokojową. Jeśli dodamy np. masło z lodówki, będzie po kremie. Czyli masło i jogurt najlepiej wyjąć z lodówki godzinę-dwie przed ucieraniem kremu. Druga zasada jest taka, że krem budyniowy miksujemy na niskich obrotach. Zbyt wysokie obroty miksera również mogą przynieść skutek w postaci kulinarnej katastrofy.

Tarta z kremem jogurtowo-budyniowym z morelami i borówkami

Składniki

Spód tradycyjny według tego przepisu: ciasto na tartę lub spód bezglutenowy według tego przepisu: bezglutenowe ciasto na tartę

3 opakowania budyniu waniliowego 
3 łyżki cukru (lub więcej, jeśli ktoś lubi słodsze ciasta)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 litr mleka
1/2 kostki masła
400 ml jogurtu typu greckiego
200 g borówek amerykańskich
8-10 dojrzałych moreli 

Wykonanie

1. Gotuję gęsty budyń (3 budynie + litr mleka + cukier, reszta jak w przepisie na opakowaniu) i zostawiam do wystudzenia.
2. Masło miksuję na wysokich obrotach na puszystą masę, po czym zmniejszam obroty miksera i miksuję dalej, dodając stopniowo budyń (najlepiej po łyżce).
3. Po zmiksowaniu całego budyniu, nadal miksując, dodaję po łyżce jogurt. Pod koniec miksowania dodaję ekstrakt waniliowy.
4. Do kremu dodaję morele pokrojone w drobną kostkę. Delikatnie mieszam i wykładam na spód do tarty.
5. Na wierzchu układam borówki. Odstawiam do lodówki na co najmniej dwie godziny.

Jeśli ktoś chce się naprawdę rozpieścić, można posypać ciasto z wierzchu wiórkami białej czekolady.
 
Tarta z kremem jogurtowo-budyniowym z morelami i borówkami

8 sierpnia 2014

Boczniaki w pomidorach

Jeśli się bardzo lubi boczniaki i do tego ma się piwnicę / komórkę / altankę, w której jest w miarę chłodno i w miarę wilgotno, to naprawdę dobrym pomysłem jest zakup grzybni (można je dostać za kilkanaście złotych na serwisach aukcyjnych) i wyhodowanie własnych zapasów. Jeśli się taką grzybnie dobrze traktuje, to boczniaki rosną, jak - nomen omen - grzyby po deszczu przez kilka-kilkanaście tygodni w nieprawdopodobnych ilościach. Można obdzielić całą rodzinę.

A jeśli się lubi boczniaki i pomidory, to dobra wiadomość jest taka, że można z połączenia tych dwóch składników wyczarować błyskawiczne i naprawdę smaczne danie. Polecam zapracowanym!

Ps. Ze sklepowych boczniaków też działa :)

Kitchen hack # 17 - boczniaki

Wskazówka tyle prosta, co ważna i skuteczna. Boczniaki solimy dopiero przed samym podaniem - inaczej zrobią się gumowe i twarde.


Boczniaki w pomidorach
Składniki

600 g boczniaków
1 duża cebula
400 ml pomidorów z puszki / kartonika
opcjonalnie: 1 łyżka koncentratu pomidorowego, jeśli ktoś lubi intensywne smaki
5-6 kulek ziela angielskiego
3-4 listki laurowe
1 łyżeczka majeranku
1/2 łyżeczki cukru
1 łyżka oleju rzepakowego
sól i pieprz do smaku

Wykonanie

1. Cebulę kroję w półtalarki i podsmażam na rozgrzanym oleju. Do smażenia dodaję lekko rozgniecione ziele angielskie (będzie miało bardziej intensywny aromat) i listki laurowe. Cebula ma się zeszklić i zmięknąć, ale nie przypalić.
2. Dodaję pokrojone w paski boczniaki i zalewam wszystko pomidorami (jeśli są w całości, to je kroję) ewentualnie z dodatkiem koncentratu pomidorowego. Dodaję cukier, majeranek i pieprz. Gotuję na małym ogniu 12-15 minut od momentu zagotowania sosu, od czasu do czasu mieszając.
3. Solę do smaku i podaję np. z brązowym ryżem lub z pieczonymi w tymianku ziemniakami.

14 czerwca 2014

Pieczone warzywa + zbiór wskazówek

Pieczenie warzyw wydaje się sprawą prostą. Się wrzuca do piekarnika i się pieką, prawda? No właśnie niestety nieprawda, a jeśli chce się upiec jednocześnie różne rodzaje warzyw (bo na przykład ziemniaki doskonale smakują w towarzystwie papryki i cukinii), sprawa komplikuje się jeszcze bardziej i to, co ma być samograjem, może się zamienić w spektakularną kulinarną klęskę. Oto kilka podpowiedzi, jak to zrobić, żeby było dobrze.

Pieczone warzywa

Kitchen hack # 16 - pieczenie warzyw

Po pierwsze im twardsze warzywa, tym dłużej muszą się piec. Jeśli wrzucimy do piekarnika jednocześnie cukinię i ziemniaki, to po upływie pół godziny ziemniaki będą nadal twarde a z cukinii zostanie papka. Dlatego ważna jest kolejność wstawiania warzyw do piekarnika. Można też te co twardsze podgotować przed pieczeniem - z zyskiem dla czasu pieczenia, ale niestety z pewną stratą dla walorów smakowych.

Po drugie warzywa się nie upieką, jeśli się je ułoży warstwowo. Te, które będą na wierzchu, będą miały fajną, spieczoną skórkę, ale te pod spodem się po prostu uduszą - będą miękkie i wodniste. Mieszanie też nie pomaga, bo z jednej strony niemiłosiernie wydłuża czas pieczenia (trochę trwa, zanim wszystkie warstwy się przyrumienią), a z drugiej strony efekty są i tak słabe, bo to, co najpierw się przypiecze, potem ląduje na dnie naczynia i... rozmaka i mięknie. Dlatego trzeba się zaopatrzyć w odpowiednio dużą blaszkę, albo nawet rozłożyć warzywa na dwie czy trzy blaszki, jeśli jest ich dużo. Ja tym razem przygotowywałam obiad dla większej liczby osób, więc użyłam dwóch blaszek - na jednej ułożyłam twarde warzywa, na drugiej miękkie.

Po trzecie warzywa niestety nie upieką się bez tłuszczu. Będą wysuszone i przypalone na brzegach, ale na pewno nie upieczone.

Po czwarte temperatura - im wyższa, tym lepiej. W 150 stopniach warzywa się ugotują, a nie upieką. Do pieczenia trzeba nastawić piekarnik na co najmniej 200 stopni.

A poniżej przepis na mieszankę pieczonych warzyw ze zdjęcia.

Składniki (na 6 dużych porcji)

1 kg ziemniaków
2 duże marchewki
2 duże czerwone papryki
2 cukinie
1 bakłażan
1/2 szklanki oleju (najlepiej rzepakowego)
4-5 ząbków czosnku
1 łyżeczka tymianku
1 łyżeczka rozmarynu
sól i pieprz do smaku

Wykonanie

1. Ziemniaki szoruję (nie obieram, bo nic nie smakuje tak, jak przypieczona skórka :)), kroję na cząstki (4 do 6, w zależności od wielkości ziemniaka).
2. Marchewkę obieram, przekrawam wzdłuż i kroję na mniej więcej 3-centymetrowe kawałki. Wrzucam do garnka razem z ziemniakami, zalewam wrzątkiem i gotuję na półtwardo (około 8 minut).
3. Paprykę kroję w szerokie paski, bakłażan w plastry a cukinię w grube półplasterki.
4. Mieszam olej z ziołami, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, pieprzem i solą.
5. Odcedzam ziemniaki i marchew. Zalewam połową marynaty i dokładnie mieszam, żeby całe warzywa się nią pokryły.
6. Rozkładam warzywa na blaszce i wstawiam do piekarnika rozgrzanego do temperatury 200 stopni (z termoobiegiem).
7. Pokrywam drugą połową marynaty miękkie warzywa. Rozkładam je na osobnej blaszce i wstawiam do piekarnika po 20 minutach od momentu wstawienia ziemniaków. Piekę wszystko razem 25 minut. W razie potrzeby można warzywa od czasu do czasu przemieszać / odwrócić, żeby upiekły się równomiernie.
8. Wykładam wszystkie warzywa na naczynie, na którym chcę je podać. Z wierzchu delikatnie oprószam świeżo zmielonym pieprzem i natychmiast podaję.



8 czerwca 2014

Kokosowa zupa z soczewicy i grochu

Jakoś tak się ostatnio składa, że w mojej kuchni często gości mleko kokosowe - czy to na słodko, czy na ostro. Moja ulubiona kombinacja smaków to chyba mleko kokosowe + kumin (aczkolwiek muszę przyznać, że moje ulubione kombinacje smaków to kwestia nader zmienna). Jak do tego jeszcze dodać strączki i suszone pomidory, to wychodzi zupa-ideał ;). Jej dodatkową zaletą jest to, że jest bardzo gęsta i sycąca. Można więc po nią sięgnąć wtedy, kiedy nie ma się czasu/ochoty/weny na gotowanie dwóch dań. Niewątpliwie najlepiej sprawdzi się w chłodniejsze dni, bo jest dość ostra i nie należy rzecz jasna do najlżejszych. Jak się jednak okazało w praktyce, i w upalne popołudnie dobrze wchodzi ;).

Kitchen hack # 14 - obieranie pomidorów

Weźmy pod lupę obieranie pomidorów. Skórka pomidorowa, jak wiadomo, pomidora się trzyma mocno i jak komuś przychodzi ją zdjąć, to może i to zrobi, ale zwykle z dużą stratą - albo pomidora, albo czasu. Tymczasem skórka zejdzie niemal sama, jeśli się ją wcześniej natnie (na przykład w krzyżyk) i się ją wrzuci (razem z pomidorem, bo jakżeby inaczej?) na minutę do wrzątku. Potem można jeszcze zalać pomidory zimną wodą, żeby się je przyjemniej obierało, ale nie jest to konieczne.

Kitchen hack # 15 - zamiast moździerza

Czasem do wydobycia pełni smaku i aromatu z jakiejś przyprawy niezbędny jest moździerz. Nie oznacza to jednak, że bez moździerza jesteśmy skazani na kulinarną klęskę. Wystarczy foliowy woreczek i... tłuczek do mięsa. Przyprawy pakujemy do woreczka, tłuczemy, ile trzeba i gotowe :)
Kokosowa zupa z ciecierzycy i grochu
Składniki

340 g czerwonej soczewicy
200 g łuskanego grochu
2 marchewki
1 duży pomidor
3 łyżki płatków suszonych pomidorów
150 ml mleka kokosowego
2 łyżeczki curry
1 łyżeczka kuminu
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka roztartej kolendry
3 łyżki sosu sojowego
szczypta płatków chili
natka pietruszki
sól do smaku

Wykonanie

1. Groch moczę 3-4 godziny. Odlewam wodę, dodaję przepłukaną soczewicę i zalewam około 2,5 litra wrzątku. Gotuję na małym ogniu (po kilku minutach ściągam szumowinę).
2. Obieram marchewkę i kroję w ćwierćplasterki. Dodaję do strączków po około 20 minutach gotowania.
3. Curry, kumin, kolendrę i przeciśnięty przez praskę czosnek podprażam na suchej patelni przez minutę-dwie. Na koniec zalewam mlekiem kokosowym, dodaję sos sojowy i chili, a następnie łączę z zupą.
4. Po mniej więcej 15 minutach od dodania marchewki dodaję płatki suszonych pomidorów i obrany, pokrojony w kostkę pomidor. Gotuję jeszcze 10 minut.
5. Po zdjęciu z ognia dodaję posiekaną natkę pietruszki.

5 czerwca 2014

Socca z karmelizowaną cebulą

Nicea zawsze kojarzyła mi się ze skąpaną w słońcu Promenade des Anglais. Ale tamten wrześniowy dzień pięć lat temu wcale nie był słoneczny. Padało, wiało, było raczej chłodno - pogoda daleka od wymarzonej. Wymarzone za to było towarzystwo. Ona - Meksykanka i on - Francuz. Zabrali nas na wycieczkę po zakamarkach miasta, o których próżno szukać informacji w przewodnikach.

Pamiętam tę restaurację gdzieś daleko od głównej ulicy i ten wielki talerz przystawek dla czterech osób. Na liściach sałaty ułożone były najróżniejsze sery, wędliny i owoce morza. Między innymi maciupeńkie ośmiorniczki (baby squids). Co prawda wtedy jeszcze jadłam zwierzęta, ale przerażała mnie sama myśl, że mogłabym pożreć te maleństwa. W ogóle z rzeczy, które mają w nazwie słowo "baby", to ja jednak wolę pozostać przy szpinaku i marchewce :).

Pamiętam też, jak zapuściliśmy się w jakiś labirynt wąskich uliczek zastawionych gąszczem straganów. Do samego serca tego targowiska doprowadziły nas... nosy. Wszędzie unosił się delikatny zapach warzyw i... czegoś jeszcze. "Musicie spróbować. To nasz nicejski przysmak", powiedział Gerome i chwilę później wśród dzikiego tłumu "lokalsów" pałaszowaliśmy z papierowych talerzyków miękkie, żółte i pięknie pachnące placki. Socca. Pomyślałam, że muszę zapamiętać tę nazwę.
Socca z karmelizowaną cebulą

Oczywiście żadna domowa socca nie będzie smakować tak, jak ta w Nicei, ale cóż począć, kiedy do wakacji daleko, a do Francji nam w tym roku nie po drodze... Wyciąga się blaszkę i się piecze :).
Nicea 2009

Socca to rozwiązanie z kategorii banalnych i niemogących-się-nie-udać. Potrzebna jest tylko mąka z ciecierzycy, olej, woda i sól. Mąkę z ciecierzycy można kupić w wielu sklepach. Jest też tańsza, chociaż bardziej pracochłonna wersja - można po prostu kilkukrotnie przemielić ciecierzycę w robocie.

Takie placki można podawać z różnymi dodatkami i na wiele sposobów. Może być na ciepło i na zimno. Może być na ostro i na słodko. Można je jeść sztućcami, a można i bez. Może im towarzyszyć sos lub duszone warzywa. Można je piec lub smażyć. Nadadzą się na obiad, na śniadanie, a nawet na lunch w przerwie w pracy. Zawsze będą dobre :). I nie muszę chyba dodawać, że jest to smakołyk bezglutenowy :).

Kitchen hack # 13 - placki ratunkowe

Mąka z ciecierzycy nie zajmuje dużo miejsca w szufladzie, więc można sobie zrobić mały, dajmy na to półkilogramowy zapas na gorsze czasy. Jeśli któregoś dnia na przykład zabraknie nam chleba, wystarczy mąka, woda, 15 minut i problem ze śniadaniem / kolacją z głowy :)
Socca
U mnie tym razem socca wylądowała na stole w towarzystwie karmelizowanej cebuli. Brzmi trochę strasznie, wiem, ale naprawdę nie ma czego się bać. Żeby zrobić karmelizowaną cebulę, potrzebujemy... cebuli. I do tego odrobinkę oleju, soli i opcjonalnie octu balsamicznego. No i trochę czasu, bo to właśnie on wydobywa z tego wyciskacza łez jego naturalną słodycz. Jeśli pozwolimy cebuli dojrzewać na patelni około godziny, cukier, który w sobie zawiera, zacznie się karmelizować i... o to chodzi. Tak przygotowany przysmak można przechowywać w lodówce około tygodnia i dodawać praktycznie do wszystkiego - do sosów, zup, warzyw, zapiekanek, a nawet kanapek. Warto :)
Karmelizowana cebula

Składniki (socca)

1 szklanka mąki z ciecierzycy
1 szklanka wody
2 łyżki oleju + odrobina do wysmarowania blaszki
szczypta soli

Składniki (karmelizowana cebula)

6 cebul
3 łyżki oleju
szczypta soli
mała łyżeczka octu balsamicznego

Wykonanie

1. Cebulę kroję w pióra i wrzucam na rozgrzany olej. Dodaję sól. Smażę na bardzo małym ogniu około... 60 minut :). Co kilka minut mieszam, żeby cebula nie przywarła do patelni i się nie przypaliła.
2. Po zdjęciu z ognia dodaję ocet balsamiczny, który ciekawie podkreśla smak cebuli.
3. Mieszam trzepaczką mąkę z ciecierzycy i wodę z dodatkiem soli. Dodaję 2 łyżki oleju. Ciasto powinno mieć konsystencję mniej więcej ciasta naleśnikowego. Jeśli wyjdzie zbyt gęste, można dodać odrobinę wody.
4. Blaszkę na tartę smaruję olejem i wlewam na nią ciasto. Piekę 15 minut w temperaturze 200 stopni.

Alternatywnie można soccę usmażyć na patelni, ale wówczas proponuję nie używać oleju do smażenia albo nie dodawać go do ciasta, żeby placki nie wyszły za tłuste.

21 maja 2014

Sałatka ze szparagami, kozim serem, gruszką i karmelizowanymi orzechami

Dawno nie było na blogu sałatek, a pora roku jak najbardziej sprzyja kreatywności w tym zakresie. No i szparagi jeszcze są, więc trzeba korzystać. Do przygotowania tej sałatki użyłam sałaty lodowej, bo taką akurat miałam pod ręką, aczkolwiek będzie pyszna również na bazie liści szpinaku lub roszponki. Można też do niej dodać garść rukoli. Kozi ser najlepiej dodawać do sałatki tuż przed podaniem i dobrze by było, żeby nie był z lodówki. Rozgrzany do temperatury pokojowej ma najpełniejszy smak i aromat. Serwowany z lodówki może po prostu zginąć wśród gruszek i szparagów, które jednak mają smak dużo bardziej intensywny. I ostatnia uwaga - polecam nie rezygnować z orzechów karmelizowanych :). Na ich przygotowanie potrzeba około 10 minut, a tak naprawdę to one "robią" całą tę sałatkę.

Jeśli chodzi o karmelizowanie czegokolwiek, to zwykle robi się karmel bez dodatku wody - rozpuszcza się sam cukier. O tym jednak innym razem. W tym przepisie jest wersja dla początkujących, która nie może się nie udać. Gotowe orzechy można przechowywać kilka dni - koniecznie w zamkniętym pojemniku w suchym miejscu, bo jak zawilgotnieją, to się posklejają. Chociaż z doświadczenia stwierdzam , że raczej się ich nie przechowuje, bo jak się je już zacznie jeść, to... przepadło. Nie ma innego wyjścia, jak wcinać do ostatniego orzeszka ;).

Z podanych składników wychodzi 5-6 porcji sałatki.

Kitchen hack # 11 - karmel

Po przygotowaniu karmelizowanych orzechów i przełożeniu ich na papier do pieczenia pozostaje jeszcze problem umycia patelni. Nie ma niestety takiego druciaka, który by doszorował twarde jak kamień pozostałości karmelu, ale i nie ma takiej potrzeby - wystarczy zalać patelnię gorącą wodą i poczekać, aż cukier się w niej rozpuści. I patelnia czysta ;)

Uwaga! Baaaardzo ważne jest to, żeby pod żadnym pozorem nie dotykać karmelu, póki jeszcze nie wystygnie, a już najgorsze, co można zrobić, to przyłożyć łyżkę z patelni prosto do ust - poparzenie gwarantowane. I to nie lada poparzenie, bo mało jest rzeczy tak gorących, jak rozgrzany karmel, który zastyga, zanim wystygnie, więc dodatkowo tworzy na poparzonej skórze skorupkę, która zatrzymuje ciepło. To tyle przestróg :)

Kitchen hack # 12 - sałata lodowa

Nie trzeba się męczyć z wycinaniem głąba z sałaty, czy precyzyjnym odłamywaniem każdego listka. Wystarczy chwycić główkę sałaty głąbem do dołu i... zdrowo nią rąbnąć w stół. Głąb wyjdzie sam. I pójdzie sobie obrażony, bo głąby nie lubią, żeby nimi rzucać o stoły.
Sałatka ze szparagami, kozim serem, gruszką i karmelizowanymi orzechami
Składniki

1 pęczek zielonych szparagów
1 sałata lodowa
100 g twardego koziego sera
1 gruszka
3 łyżki soku z cytryny
2 łyżki oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki suszonej mięty
1/2 łyżeczki bazylii
sól do smaku
1/3 szklanki orzechów ziemnych (bez soli)
1 czubata łyżka cukru

Wykonanie

1. Szparagi gotuję 8-10 minut (nie dłużej, żeby się nie rozgotowały), po czym natychmiast wrzucam do lodowatej wody (może być z dodatkiem kostek lodu). Dzięki temu pozostaną jędrne i soczyste.
2. Na rozgrzaną patelnię wrzucam cukier. Dodaję 3-4 łyżki gorącej wody. Mieszam do rozpuszczenia cukru, a następnie dodaję orzechy. Cały czas mieszając podgrzewam na małym ogniu aż woda odparuje a karmel dokładnie pokryje orzechy i zbrązowieje.
3. Przekładam orzechy na papier do pieczenia oddzielając je od siebie i zostawiam do wystygnięcia.
4. Liście sałaty rwę na niewielkie kawałki. Gruszkę przekrawam na pół, wyjmuję gniazdo nasienne i kroję w półplasterki. Dodaję do sałaty.
5. Dodaję pokrojony w cienkie paski ser kozi i szparagi pokrojone na kawałki.
6. Przygotowuję sos z soku z cytryny, oliwy z oliwek i ziół z dodatkiem odrobiny soli. Zalewam sałatkę i mieszam.
7. Przed podaniem dekoruję sałatkę karmelizowanymi orzechami.

Sałatka ze szparagami, kozim serem, gruszką i karmelizowanymi orzechami

17 maja 2014

Smaczny chleb bezglutenowy

Dieta bezglutenowa może być dobrym pretekstem do tego, żeby zrezygnować z jedzenia pieczywa. W końcu bardzo trudno znaleźć w sklepach chleby czy bułki bez glutenu, a jak już jakieś są, to najczęściej płaci się za nie, nomen omen, jak za zboże. Powiedzmy sobie też szczerze, że nierzadko walory smakowe takiego pieczywa również pozostawiają wiele do życzenia. No więc trudna rada, żegnajcie kanapki, tosty, grzanki i inne smakołyki...

Istnieje na szczęście również opcja B - mianowicie pieczenie własnego chleba. I na tę opcję się zdecydowałam. Bazowałam na tym przepisie na tradycyjny chleb. Przetestowałam wiele kombinacji - różne mąki, różne proporcje, różny czas pieczenia i różne dodatki. Prezentowana poniżej wersja jest póki co moją ulubioną, chociaż niewykluczone, że po drodze jeszcze się coś innego urodzi. W każdym razie polecam, bo nie ma z takim chlebem dużo roboty, a odwdzięcza się za ten niewielki trud włożony w jego przygotowanie wspaniałym aromatem, chrupiącą skórką i miękkim środkiem.

Zakwas do tego chleba również trzeba oczywiście przygotować z mąki bezglutenowej. Można na przykład według tego przepisu na zakwas gryczany (ale radykalnie zmniejszając jego ilość, bo do wypieku chleba potrzebne są 2-3 łyżki) albo tego przepisu na zakwas ryżowy. 

Kitchen hack # 10 - chleb na miodzie

Jeśli ktoś woli bardziej kwaśne chleby, to można cukier w przepisie zastąpić łyżką miodu. Zmiana niewielka, a efekty daje niesamowite - naprawdę robi różnicę!


Smaczny chleb bezglutenowy
Składniki
2 szklanki mąki gryczanej 2 szklanki mąki ryżowej
1,5 szklanki mąki z amarantusa
1 szklanka mąki kukurydzianej 3/4 szklanki siemienia lnianego 1 szklanka pestek słonecznika + 2 łyżki do posypania 3/4 szklanki sezamu 3 łyżeczki soli 1,5 łyżeczki cukru 2 szklanki wody gazowanej 2 szklanki wody niegazowanej 2-3 łyżki zakwasu
1 łyżka czarnuszki (do posypania)
garść pestek dyni (do posypania)
świeżo mielona sól morska (do posypania)
Wykonanie
1. Mieszam wszystkie suche składniki. 2. Dodaję wodę i wyrabiam ciasto. Po wyrobieniu dodaję zakwas. 3. Zostawiam 2-3 łyżki ciasta na nowy zakwas. Zostawiam je na około 12 godzin w słoiczku temperaturze pokojowej, po czym wstawiam do lodówki. Zakwas można przechowywać do 10 dni. 4. Ciasto przekładam do foremek wyłożonych papierem do pieczenia albo wysmarowanych olejem (z tej ilości ciasta wychodzą dwie keksówki albo jedna tortownica). Posypuję z wierzchu słonecznikiem, pestkami dyni i czarnuszką.
5. Przykrywam ciasto ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na około 12 godzin do wyrośnięcia. 6. Przed włożeniem do piekarnika posypuję z wierzchu mieloną solą morską. Nie ma sensu tego robić wcześniej, bo kryształki soli się rozpuszczą i cały efekt diabli wezmą ;).
7. Piekę 95 minut w temperaturze 180 stopni (bez termoobiegu).
8. Upieczony chleb po około 30 minutach wyciągam z blaszki, ewentualnie odklejam papier do pieczenia i zostawiam chleb pod ściereczką do wystygnięcia. Od czasu do czasu odwracam, żeby chleb nie zrobił się z jednej strony zbyt mokry.

Smacznego!


Chleb bezglutenowy