16 maja 2014

Wegańskie "flaczki", czyli zupa z boczniaków

Zupy to jeden z najlepszych wynalazków ludzkości. Odżywiają, nawadniają, rozgrzewają - co w taki dzień, jak dziś (u mnie 10 stopni i leje, a u Was?) jest szczególnie ważne. No i oczywiście dają niemal nieograniczone pole do popisu kuchennym eksperymentatorom. Na ich przygotowanie z reguły nie trzeba ani dużo czasu, ani wielu składników, ani ogromnej finezji, a efekt czasem powala, a już na pewno rzadko jest rozczarowujący.

Jeśli zaś chodzi o flaczki... No cóż, kiedy się nad tym zastanawiałam w erze pre-wegetariańskiej, odnosiłam wrażenie, że mięsożercy mogą je albo kochać, albo nienawidzić - nie ma nic pomiędzy. Moja pierwsza przygoda z flaczkami (miałam może z 6 lat) wyglądała tak:
Czas i miejsce akcji: popołudnie w lokalnym barze
Tato: Zamówić ci flaczki?
Ja: Nie lubię.
Tato: A jadłaś kiedyś?
Ja: Nie.
No bo wiadomo, taka a nie inna nazwa, taki a nie inny skład - i dorosły mógłby się przestraszyć, a co dopiero dziecko ;)

Minęły lata i okazało się, że problem składu da się obejść, bo na szczęście Matka Natura stworzyła... boczniaki. Oczywiście i nazwę można by zmienić na zupę boczniakową :).

Kitchen hack # 9 - logistyka

W kuchni najważniejsza jest logistyka. Jak się odpowiednio rozplanuje proces przygotowywania potraw, to z reguły przebiega sprawniej i czyściej, a często dobre planowanie zwalnia nas z konieczności pilnowania zegarka. Staram się w moich przepisach opisywać czynności, które wykonuję, w odpowiedniej kolejności. Dlatego nie zawsze podaję czas gotowania poszczególnych składników potrawy - bo wynosi tyle, ile, dajmy na to, czas pokrojenia kolejnego warzywa. I tak na przykład w przypadku tej zupy najpierw kroję marchewkę, która jest najtwardsza, dodaję do wody i gotuję. W międzyczasie kroję seler. Dodaję i gotuję. I tak dalej, aż pokroję wszystko. Potem czekam jeszcze 10 minut i zupa gotowa, bo twarde warzywa zdążą zmięknąć, zanim dodam resztę. Logistyka w kuchni to podstawa :)
"Flaczki", czyli zupa z boczniaków
Składniki

300 g boczniaków
włoszczyzna (2 marchewki, 1 pietruszka, ćwierć selera, po kawałku pora i kapusty włoskiej)
1/2 pęczka pietruszki
1 ząbek czosnku
1 łyżka majeranku
3-4 liście laurowe
5-6 ziaren ziela angielskiego
1 łyżka bezglutenowego sosu sojowego
2 łyżki oliwy z oliwek
sól do smaku

Wykonanie

1. Zagotowuję 2,5 litra wody.
2. Obieram i kroję w drobną kostkę kolejno: marchewkę, pietruszkę i seler. Dodaję warzywa do gotującej się wody i gotuję pod przykryciem.
3. Boczniaki myję i kroję w paseczki o szerokości około 5 mm. Dodaję do zupy i gotuję dalej pod przykryciem na małym ogniu.
4. Kroję w cienkie paski por i kapustę. Dodaję do zupy wraz z przyprawami, oliwą i pokrojonym w cieniutkie plasterki czosnkiem.
5. Gotuję wszystko razem około 10 minut.
6. Podaję ze świeżo posiekaną natką pietruszki.

2 komentarze:

  1. Zapowiada się wspaniale, jutro rano ruszam do warzywniaka, a potem prosto do kuchni! I wydaje mi się, że ja jestem pomiędzy miłością a nienawiścią do flaczków odzwierzęcych :) - zawsze lubiłam smak samej zupy, ale pieczołowicie wyławiałam/omijałam flaki właśnie. Czyli Twoja propozycja wydaje mi się idealną dla mnie wersją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i mam nadzieję, że wege-flaczki będą Ci smakować :)
      Tak, rzeczywiście - powinnam uwzględnić w opisie Twoją strategię ;)

      Usuń